sobota, 24 sierpnia 2013

"Miasto kości" - FILM



Właśnie wróciłam z kina i macie rzadką okazję pośmiać się z mojego beztalencia związanego z tym, że nie potrafię pisać recenzji o filmach. Cóż. Jak już wiecie, książkę skończyłam czytać dosłownie parę dni temu, więc miałam dość świeżą percepcję i mogłam porównać każdy szczegół. A że dzieło Cassanry Clare bardzo mi się podobało, wszystko zapamiętałam z najmniejszymi detalami.

Już sam trailer mi się nie spodobał i spodziewałam się, że film będzie się różnił od książki. Nie myślałam jednak, że aż tak… Jednak najpierw napiszę o tym, co mi się podobało, a dopiero później trochę się popastwię. Dobrze?

Gdybym nie czytała książki, na pewno bym uznała, że film miło się oglądało. Całkiem przyjemna rozrywka na jeden wieczór. Akurat mi musiało się spodobać to, co nie podoba się sporej większości. Otóż uważam, że Jamie Campbell Bower był idealnym wyborem do postaci Jace’a, czego nie można powiedzieć o pozostałych aktorach… Ten jeden zagrał całkiem nieźle i nie zamieniłabym go na nikogo innego! Alec też mi całkiem pasował, choć było go zdecydowanie za mało w tym wszystkim. Bałam się także, że Izabelle będzie mi przypominać Alice ze „Zmierzchu”. Na szczęście tak się nie stało.
Kolejną rzeczą, która mi się bardzo spodobała była charakteryzacja Cichych Braci. Tak jak w książce, mieli oni zaszyte usta i nie posiadali oczu. Także ich ubiór i miejsce przebywania przypadły mi do gustu. W sumie całkiem podobnie ich sobie wyobrażałam podczas czytania.

Oczywiście ogromy plus za muzykę, która była świetnie dobrana. Nie zachwaszczała i pasowała do sytuacji, a co więcej, była przyjemna dla ucha i jestem pewna, że przy odrobinie szczęścia zaopatrzę się w soundtrack. Pod tym względem było naprawdę w porządku.
No. I to by było na tyle dobrego… Gotowi na ostrą jazdę bez trzymanki?


UWAGA!! PONIŻSZY OPIS MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z KSIĄŻKI I FILMU
– bo te dwie rzeczy trzeba stanowczo oddzielić…


Okej. To od czego by tu zacząć? Może od początku?
Film się zaczyna całkiem okej, gdyby nie fakt, że od pierwszych scen diametralnie mija się z książką. Aktorzy zostali fatalnie dobrani (poza Jace’m). Wszystko się różni. WSZYSTKO.
Klub nazywa się Pandemonium, ale na napisie widnieje runa, która zachęca Clary do wejścia. Szczegół? No cóż – takich tam wiele. Na imprezie Clary zachowuje się jak paranoiczka, jest przerażona, wrzeszczy i ogólnie wygląda jak pierwszej klasy świr (łącznie z tym, że po nocach maluje w pokoju runy i wywiesza je na wszystkich ścianach).
A koleś w niebieskich włosach (tu czarnych) ją podrywa. Błagam…

Pominę teraz parę scen i dojdę do pierwszego spotkania z Jace’m. Już po telefonie od matki Clary biegnie do domu i jak każdy wie – zastaje tam demona. Niespodzianka! Kto go zabija? Nie, nie ona… Gdy już nie ma demona, Clary od razu wpada na pomysł, żeby wypytać sąsiadkę. Dorothea rozdaje tarota i co? Łał, Jace dostrzega na kartach kielich i z miejsca wie, że to na pewno on.

Instytut. Nie ma Churcha, choć w trailerze się pojawia. Hugo nie pojawia się wraz z Hodgem. Dopiero po jakimś czasie zostaje ukazany i to chyba jedyny moment, gdy go pokazują. Wszystko to, czego czytelnik dowiaduje się gdzieś tam w środku, czy pod koniec – tu zostaje wyjaśnione od samego początku. Kawa na ławę, karty na stół. Po pierwszych dziesięciu minutach widz wie wszystko. Tylko że te szczegóły, które w książce miały jakieś tam znikome znaczenie, tu są pominięte. Moi bliscy do teraz sądzą, że Jace używał magicznej różdżki, bo w całym filmie ani razu nie padło słowo „stela”. A „sensor”? Zapomnijcie.


Potem nagle pomijają 3/4 książki. Akcja leci na łeb na szyję. Byliście ciekawi jak pokażą Simona – szczura? Powiem Wam jak pokazali. Wcale. Wampiry go porywają, bo chcą kielich. Mądre, prawda? No i oczywiście do odpowiedniego miejsca udają się wszyscy, nie sami Jace i Clary. A sama walka… Nie każcie mi tego pisać.


Scena na dachu wyjęta z Avatara. Przy pocałunku nagle pojawia się deszcz. To wyglądało tak komicznie, że cała sala ryknęła śmiechem. Wszystkie miłosne sceny są grubo przesadzone. Miałam wrażenie, że oglądam kiepską parodię. Nagle stał się cud i Jace opowiedział historię z sokołem. Była całkiem dokładna… Wiecie czego w niej zabrakło? PUENTY. Tak, dokładnie. Nie padły te słowa, które wszystkim zapadły w pamięci – „…Chłopiec nigdy nie zapomniał tego, czego się nauczył: że kochać to niszczyć i że być kochanym to znaczy zostać zniszczonym”.


Znowu pomijają znaczącą część książki i nagle pojawia się Valentine. Klapa na całej linii, bo po rozmowie z Hodgem każdy już wie o tym, o czym nie powinien. Wszyscy wiedzą jakiej potwornej rzeczy dowiedzieli się czytelnicy. Tutaj dostajemy od razu odpowiedź i z góry wiadomo, czy to prawda, czy kłamstwo. Żeby tego było mało, cała walka toczy się w Instytucie. Nagle pojawia się masa rzeczy, których nie było w książce. Valentine nie zdejmuje żadnej klątwy i nie ucieka z żadnym kielichem przez portal, który nota bene jest w Instytucie i wcale nie jest lustrem ani drzwiami. Raczej portalem z „Gwiezdnych wrót”. A jeśli sądziliście, że bliżej poznacie jakieś wilkołaki, albo że śmierć któregoś z nich będzie uwydatniona, to się grubo myliliście.


Najgorsze, że mimo całej akcji film po prostu był nudny.
Po wyjściu z kina byłam w totalnej rozsypce. Moje zbulwersowanie osiągnęło najwyższą skalę i przez bite dwie godziny wszystkim - mówiąc kolokwialnie - nawijałam o tym, że wszystko tam było nie tak jak powinno. Nawet nie wyjaśnili dlaczego Hodge był objęty klątwą i co to dla niego oznaczało!!


Jeśli macie ochotę obejrzeć film, w którym nie ma nic z tego, o czym czytaliście, życzę miłej zabawy. Jeśli macie ochotę popatrzeć na luźne interpretacje WSZYSTKIEGO, dopowiadanie mnóstwa rzeczy, o których w książce nie było mowy (J.S. Bach był Nocnym Łowcą), wymyślanie nowych zdarzeń i sytuacji, oraz ograniczenie większości tego, co napisała Cassandra, zapraszam do kina! Przez chwilę przeszło mi przez głowę, że chciałabym nigdy nie przeczytać tej książki. Dzięki temu nie byłabym teraz tak załamana. Jeśli pojawi się druga część, to raczej nie wydam na nią pieniędzy i poczekam, aż któraś stacja pokaże ją w telewizji.


Nawet nie potrafię dać odpowiedniej oceny… Może gdybym przeczytała książkę zaraz po premierze i po takim czasie poszłabym na film, byłoby inaczej. Niestety za bardzo popsuli cały czar. Widziałam wiele kiepskich ekranizacji książek. Ale ta była najgorsza ze wszystkich. Takie mam o tym filmie zdanie. Nawet jeśli była to tylko wizja reżysera, to chyba nie czytał tej książki…



~ Agnes

53 komentarze:

  1. Nie czytałam książki, film też raczej mojego zainteresowania nie wzbudził, więc na 99% go nie obejrzę. Natomiast czytając Twoją opinię naszła mnie myśl, że nie chciałabym aby moje ulubione powieści zostały przeniesione na duży ekran :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak mam zawsze :) Wyjątkiem jest Harry Potter, bo ekranizacja wypadła naprawdę świetnie :)

      Usuń
  2. Też nie czytałam książki, wyjątkowo chciałam najpierw obejrzeć film :) wygląda na to, że lepiej chyba zacząć od książki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo odwrotnie. Możesz zacząć od filmu, bo podejdziesz do niego na luzie, a potem cieszyć się książką :)

      Usuń
  3. Słuchaj, Twoja recenzja filmu szalenie mi się podoba :D
    Ja staram się już nie oglądać ekranizacji, bo wiem, że będę się chodzić i denerwować, że WSZYSTKO jest inaczej! Jednakże, jako, że „Miasto kości” baardzo lubię miałam w planach wybrać się do kina, ale teraz ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu, wszyscy dookoła mieliby przerąbane, bo tak jak Ty pewnie bym nawijała co mi się nie podobało. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobała. Film... Ech, no mam o nim takie, a nie inne zdanie. Ale chyba sama już widziałaś, że recenzje są różne - jedne chwalą film, drugie go totalnie krytykują, tak jak moja. Chyba tutaj bardzo wiele zależy jednak od gustu i przywiązania do fabuły z książki.

      Usuń
  4. Nie wiedziałam, że aż tyle pominą w filmie i dodadzą te najlepsze fragmenty totalnie je niszcząc -.-'
    Boje się tego filmu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bać się nie musisz :) Jeśli masz go w planach, wyrobisz sobie na jego temat własną opinię. O ile zbytnio nie przywiązałaś się do fabuły w książce, tak jak ja...

      Usuń
  5. nie mam ochoty ani na książkę ani na ekranizację jakoś nie moje klimaty
    ale ostatnio oglądam Hobbit i też się trochę denerwowałam jak reżyser popisywał się swoją wesołą twórczością i dodawał do filmu fragmenty, których nie było w powieści

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hobbita jeszcze nie miałam okazji oglądać, a po tym co napisałaś aż się boję.

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Prawidłowo :) Wszystko zależy od gustu :)

      Usuń
  7. Hahaha;) Miałam podobne odczucia ekranizacji "Czerwieni Rubinu". Niestety wybieram się niedługo do kina na ten film, więc nie mam co się cieszyć z negatywnej recenzji :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a ja mam zamiar obejrzeć "Czerwień Rubinu". Tylko najpierw chciałam przeczytać książki, więc trochę to potrwa :)

      Usuń
  8. Oj, będzie kiepsko :) Idę we wtorek do kina, i obejrzę tak czy siak. Może przynajmniej się pośmieję jak już nie mogę być zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawidłowo! Niektórzy chwalą ten film, inni krytykują. Będziesz miała okazję wyrobić sobie własne zdanie :)

      Usuń
  9. Ja od samego początku uważam, że Jamie jest świetnie dobrany do roli Jace'a. Film mam w planach, trochę się obawiam tej ekranizacji po Twojej recenzji, aczkolwiek można powiedzieć, że pozytywne i negatywne głosy się wyrównały w moim przypadku, ponieważ znajoma już widziała ten film i jej odczucia były jak najbardziej na plus - dlatego jeszcze nie skreśliłam tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja również widziałam pozytywne i negatywne. Osobiście już wyrobiłam sobie na ten temat zdanie, a niedługo Ty też będziesz miała okazję. Nie rezygnuj z planów jeśli mimo wszystko jesteś ciekawa :)

      Usuń
  10. Eeeeee....?!
    A chciałam pójść na ten film...
    Mówili, że dobry...
    Lipa. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedni mówili, że dobry, inni mówili, że zły. Jestem zdania, że każdy powinien wyrobić sobie własną opinię na jego temat. Ja osobiście mam już to za sobą :)

      Usuń
  11. Ale bulwers. :) Mi się film bardzo podobał. Naprawdę. Jamie świetnie zagrał Jace'a! I muzyka mi się bardzo podobała. Ale to tylko film i nie wszystko musi być takie jak w książce. W filmie zawsze coś zmieniają. Owszem było parę wpadek: np. za mało rude włosy Clary, czy ujawnienie tajemnicy, która tak bulwersuje czytelników.
    Ogólnie recenzja bardzo przyczepna, ale rozumiem, że mogły wkurzyć Cię te istotne zmiany w scenariuszu.
    Tak btw. chyba nie oglądałaś dokładnie sceny z Pandemonium. ;) Bo owszem nazywa się, a oto dowód:
    http://fc00.deviantart.net/fs71/i/2013/093/0/6/pandemonium___city_of_bones_still_by_iszy_chan-d60ba63.jpg

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, wiem, że film nie może być dokładnie taki jak w książce. Ale w moim odczuciu to on się diametralnie od niej różnił :)
      P.S. Dziękuję, że napisałaś o Pandemonium, bo kompletnie nie zauważyłam, że ucięło mi to zdanie! Chodziło mi o znak na napisie, a nie o nazwę klubu! Już robię edit :)

      Usuń
  12. Wiedziałam, że tak będzie ! Oni zawsze psują idealną książkę. A to nie byle jaka książka tylko taka, którą czytałam 4 razy ! wiem też, że nie powinnam czytać Twojej recenzji filmu skoro idę dopiero we wtorek bo jestem bardzo zniechęcona, ale i tak obejrzę ;D mam nadzieję, że będę miała lepsze zdanie niż Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję! Dlaczego? Bo przeczytałaś książkę aż 4 razy! Musiała Ci się niezmiernie podobać! :) Myślę, że wiele zależy od gustu i każdy powinien wyrobić sobie własne zdanie. Nie zniechęcaj się! Może za rok czy dwa obejrzę film jeszcze raz i zmienię zdanie. Tak czy owak to zawsze tylko moja opinia. A na temat filmu czytałam już bardzo różne oceny - mniej i bardziej pozytywne :)

      Usuń
  13. Książki póki co nie czytałam, a chcę się wybrać na film i teraz nie wiem czy to dobry pomysł ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie czytałaś książki, to możesz wybrać się na film. Jeśli Ci się nie spodoba, to wiedz, że książka będzie dużo, dużo lepsza. Jeśli natomiast film będzie dla Ciebie fajny, to książka może być jeszcze fajniejsza! Idąc na film na pewno nie stracisz ochoty na przeczytanie wersji papierowej :)

      Usuń
  14. Zdrowo się uśmiałem przy recenzji :D Świetnie napisana i ciekawie przedstawiona. Po za tym ładnie zjechałaś film, należą się brawa, że potrafisz wyrazić swoje zdanie. Tak trzymaj :D Samej książki nie czytałem, może jak będę mocno podchmielony, obejrzę ze znajomymi. Tak aby się pośmiać :P Najbardziej kuriozalne sceny miłości były jeszcze w "Zmierzchu" :D Również polecam do pośmiania się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka była świetna :) Dużo lepsza niż film.
      "Zmierzch". Tylko wiesz - "Zmierzch" miał taki być. Bo to typowy romans z wątkami paranormal. I o ile pierwsza część (ta filmowa) wypadła słabo, w pozostałych się poprawili i było więcej z książek. Jeśli nie widziałeś ostatniej części tej sagi, to Ci polecam, bo zrobili coś, czego w książce nie było, za to ta jedna rzecz sprawiła, że nawet chłopacy polubili tę część. Na pewno zrozumiesz o co chodzi gdy to zobaczysz :D Dla tej jednej części warto :D
      Natomiast skoro już porównujemy "Zmierzch" i "Miasto kości", a dokładniej ich wątki miłosne, to przy "Mieście" "Zmierzch" miał KLASĘ. Do tego stopnia.

      Usuń
    2. Tak zachwalasz ostatnią część, że aż nie wiem co począć. Serce mówi, obejrzyj skoro jest tam coś innego niż w książce, rozum mówi, uważaj wiesz jakie były poprzednie części :) Tak na marginesie, przeczytałem całą sagę "Zmierzch" i pierwsza część była w porządku, niestety kolejne już mniej mi się podobały :<

      A jak chcesz zobaczyć niekonwencjonalną historię miłości to obejrzyj "Pół na pół". Tam nie ma wielkich słów i wielkich czynów, a bohaterowie są naturalni. Jest to film o problemie głównego bohatera z nowotworem. Niesamowity i wciągający.

      A "Miasto kości" to jest paranormal romance, czy jakiś inny gatunek? Jak to można zakwalifikować?

      Usuń
    3. Może niekoniecznie cała część, ale jeden konkretny fragment :D U mnie z czytaniem było tak, że pierwsza część była okej, ale nie jakaś wspaniała, druga część podobała mi się najbardziej (choć myślę, że jakbym ją teraz przeczytała, to zmieniłabym zdanie), trzecia mnie irytowała, a czwartą bym skróciła o połowę i zakończenie było fatalne - przygotowywali się do wojny i co. Żadnej wojny nie było. Bez sensu. A właśnie w filmie ten jeden aspekt zmienili :)
      Oglądałam "Pół na pół" :) (Kiedyś miałam 'fazę' na oglądanie filmów z rakiem). Też uważam, że film był świetny. Jeden z lepszych :)
      A co do "Miasta kości" - raczej bym go nie zakwalifikowała do paranormal romance. To jest fantasy przygodowe, gdzie miłość jest tłem albo raczej dopowiedzeniem. Kiedy czytasz wiesz kto kogo kocha, chociaż bezpośrednio nie ma o tym mowy. Nie znajdziesz tam żadnego migdalenia, wielkich wywodów - "och, jaki on jest wspaniały, jak ja go kocham", ani przeciągłych opisów ich doskonałości. Tutaj masz jedną, góra dwie sceny pseudo miłosne, które kończą się tak szybko jak się rozpoczęły. Występują wampiry, wilkołaki i inne takie - jak to w fantasy - ale w bardzo klasyczny sposób. Tzn. wampiry boją się światła itd. No i przede wszystkim osoby zakochane są jednego gatunku. W każdym razie miłości tam mało (chyba że liczyć miłość matka-córka i poszukiwanie zaginionej matki).

      Usuń
  15. Tak, ten deszcz był przesadzony zdecydowanie. I też mnie boli ta rozmowa Hodge'a z Valentinem, bo wyszło to zbyt oczywiście... w książce było tak, że się naprawdę przejęłam tym, czy są rodzeństwem, czy nie, a tutaj.. no błagam. I żałuję, że nie pokazali Simona-szczura...
    Wiem, że nigdy w filmie nie pokażą cąłkowicie wszystkiego z książki, jednak i tak mi się w sumie podobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, szkoda, że w filmie nigdy nie będzie tak dokładnie jak w książce.. Cieszę się, że film ogólnie Ci się spodobał :) Cieszę się, że wyrobiłaś sobie na jego temat własną opinię :)

      Usuń
  16. Ja nie oceniłam go tak krytycznie jak Ty, mimo, że fanką serii jestem od kilku lat, a na ekranizację czekam od trzech. Obsada, sceneria, sceny walki, muzyka to wszystko jak dla mnie było świetne, ale fabuła? Faktycznie mocno zmieniona! Za mocno zdecydowanie! Miał być film dla wszystkich, zrobili dla nikogo. I ten deszcz to tandeta była, wszyscy w kinie się śmiali. Wyjawienie sekretu można zrozumieć, nie chcieli zniechęcić tych, co nie czytali, no, ale mimo wszystko ubodło mnie to. Szkoda, że nie było Simona szczura i wielu, wielu innych wątków.
    Jako film przyjemny, jako ekranizacja porażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie takie samo mam zdanie. Gdyby nie książka, film byłby dla mnie przyjemną rozrywką jak na jeden wieczór. Ale wiedziałam niestety, że to ekranizacja książki...

      Usuń
  17. Wiele pozmieniali w filmie. Wszystko było tak pogmatwane, że nie wiem, czy bym zrozumiała ten film, gdybym nie czytała książki. Moja koleżanka również na stele Jace'a mówiła "Po co mu ta różdżka?". Końcówka poplątana, pominęli w ogóle Hodga, to, co się z nim stało na końcu! Hm... wydaje mi się, że w opowiadaniu Jace'a o sokole była puenta z tą niszczycielską miłością. Dałabym sobie rękę uciąć.
    W filmie bardzo podobała mi się muzyka (kto by pomyślał, że zacznę nałogowo cały dzień słuchać piosenki Demi Lovato - heart by heart? ;D) oraz sceny walki. No i rzecz jasna humor. Nieźle się uśmiałam.
    Przed obejrzeniem filmu hejtowałam aktorów, którzy grali Jace'a i Simona. Po filmie obu pokochałam <3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wyrobiłaś sobie własne zdanie na temat tego filmu :)
      Muzyka była świetna. Co do Demi Lovato, jeśli masz o jej muzyce kiepskie zdanie, polecam Ci posłuchanie kilku utworów - "Skyscraper", "Nightingale", "for the love of a daughter" oraz "Warrior". Po tym co Demi przeszła w swoim życiu, jej muzyka bardzo uległa zmianie i tak jak ja osobiście kiedyś jej bardzo nie lubiłam, tak teraz mam dwie najnowsze płyty w swojej kolekcji :)
      A co do opowieści z sokołem, to gdzieś tam ujął niszczycielską siłę miłości, ale to co powiedział jakoś nie pasowało do całości i brakowało właśnie takiej puenty. Bo powiedział tylko, że wtedy płakał ostatni raz, a potem na dodatek ta beznadziejna scena z deszczem...

      Usuń
    2. Niektóre kawałki Demi są naprawdę dobre (mój ulubiony "Skyscraper"). Kiedyś za nią nie przepadałam, ale ostatnio coraz bardziej się przekonuję: zwłaszcza po tym soundtracku :)
      Hm.. Możesz mieć rację z tą puentą. Być może miałam omamy, że Jace powiedział "kochać to niszczyć, a być kochanym to zostać zniszczonym". Ale coś tam mi się kojarzy ;)
      Oj, tak. Deszcz to był kicz, jakich mało... Ale pocałunek moim zdaniem wyszedł świetnie!
      No i w przeciągu ostatniej godziny, zakochałam się w kolejnym soundtracku Miasta Kości: Beth Crowley - Warrior :)

      Usuń
    3. Też jestem niemal pewna, że Jace spuentował swoją opowieść o sokole i padły słowa, o których napisałaś ;)

      Przyznaję, że też jestem odrobinę zawiedziona tym, że dużo faktów zostało przeinaczonych, zbyt wcześnie zdradzonych, etc., ale nie podeszłam aż tak krytycznie do tej ekranizacji, bo jakby nie było, kiedy podsumowywałam swoje wrażenia z filmu, były one jak najbardziej pozytywne ;)

      Usuń
  18. Nie czytałam książki, a filmem też się wszyscy tak zachwycają, ale ja jakoś nie mam na niego ochoty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja jestem wyjątkiem bo się filmem nie zachwycam :) Za to książka była genialna :)

      Usuń
  19. Nie byłam w stanie przebrnąć przez ksiażkę, ale jest szansa, że akurat film mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy dowód na to, że wszystko zależy od gustu :)
      Też jestem ciekawa czy w takim przypadku film Ci się spodoba :)

      Usuń
  20. nie czytałam i nie oglądałam

    OdpowiedzUsuń
  21. Książki nie przeczytam, a co do filmu - to się okaże. Nie moje klimaty, ale jak mi ktoś podrzuci płytę, to pewnie z ciekawości obejrzę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. W piątek wybieram się do kina na ten film, nie czytałam jeszcze książki, więc może bardziej mi się spodoba;)

    OdpowiedzUsuń
  23. O wow... Muszę koniecznie wybrać się na ten film. Muszę!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój opis Cię nie zniechęcił :)

      Usuń
  24. Film jest genialny i w 100% polecam na niego iść ( o ile ktoś wcześniej nie czytał książki - tak jak ja)

    OdpowiedzUsuń
  25. mi osobiście film ten nie przypadł do gustu za książkę też nie już chyba nie zabiore
    buk-cafe.blogspot.com |

    OdpowiedzUsuń
  26. mi osobiście film ten nie przypadł do gustu za książkę też nie już chyba nie zabiore
    buk-cafe.blogspot.com |

    OdpowiedzUsuń

Każdy głos jest mile widziany. Zapraszam do komentowania. :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...